Dzień, w którym zmieniło się moje życie.

Jestem Arek, jestem mężem, ojcem, synem , wnukiem, kolegą i przyjacielem, jestem szczęśliwym człowiekiem.

Po 4 latach walki o swoje prawa, dziś mogę stwierdzić, że wszystko w moim życiu w końcu jest uporządkowane. Po długoletniej walce o opiekę rodzicielską nad moimi córeczkami, udało się wygrać. Mój rozwód był jak prawdziwe piekło, które kosztowało mnie wiele zdrowia, czasu i nerwów. Gdy straciłem pracę, załamałem się. Moja żona Anna w tych trudnych dla mnie chwilach nie pomagała mi, wręcz przeciwnie – dołowała mnie jeszcze bardziej. Każdego ranka przypominając mi jakim to ja jestem nieudacznikiem. Miałem wrażenie, że każdego dnia po przebudzeniu nienawidzi mnie jeszcze bardziej. Dało się wyczuć, że brzydziła się mną. Mimo tego, iż to ja przez całe życie utrzymywałem ją, dom, rodzinę i spełniałem wszystkie jej zachcianki.

Gdy sięgnąłem dna, ona nagle odwróciła się ode mnie. Wychodziła do koleżanek, jeździła coraz częściej do swojej mamy, która jak to na teściową, również mnie nienawidziła.

Równy rok po tym jak straciłem pracę zadzwonił telefon, odebrałem i mile się zaskoczyłem. Jedno z moich CV i podanie, które do niego załączyłem zostało rozpatrzone pozytywnie! Tak, tak, tak pomyślałem. Teraz znowu wszystko będzie jak dawniej, lecz żona praktycznie ze mną nie rozmawiała, miałem wrażenie że jesteśmy zupełnie obcymi ludźmi, nie wspomnę o seksie, którego od dawien dawna nie było…

Lecz ja się nie poddawałem, walczyłem o nią. Trzy tygodnie po tym jak dostałem prace, żona wyjechała do teściowej. Nie było jej około 3 dni. Po odebraniu dzieci z przedszkola, usiedliśmy do obiadu. Nagle słyszymy pukanie do drzwi. Zuzia pobiegła szybko, aby zobaczyć przez wizjer kto to i zaczęła głośno krzyczeć „babcia, babcia przyjechała”. Otworzyłem drzwi a ona do mnie „przyjechałam do Ani, zawołaj ją, bo chcę z nią porozmawiać”. Szok! Niedowierzanie! Jakby piorun we mnie trafił. Pytam się jej kiedy widziała ostatnio Annę, a ona odpowiada, że 5 miesięcy temu. Ja na to, że coś mi tu nie gra, gdyż ona regularnie co 2-3 tygodnie do niej wyjeżdżała. Postanowiłem do niej zadzwonić. Oczywiście nie odebrała. Poprosiłem, więc teściową aby do niej zadzwoniła. Gdy wybrała numer, poprosiłem ją o to, aby rozmawiała z włączoną opcją głośnomówiącą. Odebrała, mama do niej „cześć co u Ciebie? Gdzie jesteś?” a ona na to „no jak to gdzie, w domu”. Wszystko stało się dla nas jasne… Ma romans! Mama powiedziała do niej „nie kłam, od godziny jestem u Was w Gdańsku”. Zapadał cisza. Połączenie zostało zawieszone.

Następnego dnia wziąłem wolne w pracy i udałem się do kancelarii adwokackiej z Gdańska, poprosiłem o pomoc. Nasza sprawa rozwodowa trwała około 3 lat. Na szczęście to ja wygrałem. Odzyskałem dzieci, prace i zyskałem nową rodzinę. Pani Joanna – adwokat, która prowadziła mój rozwód, okazała się być wspaniałą kobietą i obecnie jest moją żoną.